Posts Tagged “codzienno??”

A skoro zima, to zimno i śnieg. Dzisiaj nawet mnie dał się we znaki.

Pojechaliśmy  kupić z Juniorem nową zabawkę dla niego, albowiem starszy model już się po półtora roku eksploatacji był lekko zużył i znieruchomiał. Odbiór osobisty, kilka kilometrów od nas, więc żaden problem. Teoretycznie. Praktycznie bowiem moje dobre serce sprawiło, że wycieczka się przedłużyła o dobre 45 minut. Tuż przed samym domem (jedno skrzyżowanie, łuk i trochę prostej – no z 300 metrów nie więcej), zachciało mi się przepuszczać nadjeżdżającego z przeciwka po tym samym śladzie innego kierowcę. Śladzie – asfaltowa droga bowiem zamieniła się jak większość dróg osiedlowych w naszym kraju obecnie – w wielki zwał śniegu i lodu przecięty dwoma koleinami, którymi próbują przemieszczać się zarówno piesi jak i zmotoryzowani. I pomimo, że z wyjeżdżonych kolein zjechałem na udeptany śnieg i to tylko jedną stroną Astrolota – utknąłem. Nie byłoby nic wielkiego (zostawić samochód, przejść się do domu, dwa wiadra piasku z piaskownicy i jazda), gdyby nie to, że Junior był w samochodzie, a zostawienie go samego w aucie czy w domu oczywiście nie wchodziłoby w grę. Na szczęście, za nami pojawił się inny kierowca, który postanowił pomóc i mnie wypchnąć. Jak tylko mnie wypchnął, to mu silnik wziął się i zdechł. Brakło paliwa, bo właśnie na oparach na stację jechał – stacja 200 metrów dalej.

No skoro on mi pomógł, to ja jemu też – nie wypada gościa zostawić na środku drogi, oblodzonej w dodatku. Linka holownicza na nic, bo wszystko się ślizga, no to baniak (dobrze że miał) i jazda na CPN i nazad. Zalał, kręci – nie pali. Akumulator zdechł. Ja bez kabli, on też. Wesoło się zaczyna robić, na szczęście akurat do domu, przy którym staliśmy wracała skądś właścicielka, która uprzejmie zawołała męża – ten przyleciał z kablami – odpalone wypchnięte i każdy pojechał w swoją stronę.

I tylko szlag mnie trafił gdy czekaliśmy na te kable – pojawił się powiem cham jeden zbolały, który widząc co się dzieje zaczął się za cholera wie kogo robić i zamiast wysiąść z samochodu i pomóc, albo chociaż poczekać 3 minuty, bo tyle nam załatwienie kabli zajęło, zaczął się kategorycznie i w tonie rozkazującym domagając usunięcia naszych samochodów, bo on przejechać musi. A jak nie, to on zadzwoni. Pytałem go ze 4 razy, gdzie niby chce zadzwonić – jakoś nie był uprzejmy odpowiedzieć – a gdy mu powiedziałem, że albo się uspokoi, albo mu w łeb zadzwonię, to z wyszczerzonymi kłami i piana na pysku się schował za szybko zamkniętą szybą. No ale cóż, wycofałem, puściłem buca jednego i dopiero wtedy kabelki na poważnie poszły w ruch. Zwykle źle ludziom nie życzę, ale takim dupkom – z całego serca.

Jedno co mnie cieszy, to to, że ogrzewanie w Astrolocie sprawuje się na medal, oraz że Junior z faktu posiadania nowej lokomotywy, która poza wszystkim innym gwiżdże i dym puszcza jest przeszczęśliwy.

Muszę zrobić inwentaryzację tych kolejek, bo coś dużo tego, iI zapas nowych akumulatorów AA/AAA nabyć.

Comments Brak komentarzy »

Junior Juniorowicz postanowił, ze dzisiaj sobie pośpi, więc gdy ja o 9:00 rano zostałem brutalnie wyrwany ze snu dzwonkiem telefonu, on jeszcze w najlepsze chrapał.
Jako że telefon służbowym był i mi o czymś przypomniał, zrobiłem co miałem zrobić, zjadłem śniadanie, skorzystałem z usług prysznica, załączyłem TV i zauważyłem, że jest już 10:30.
Młody śpi. No to może go obudzę – pomyślałem. Jak pomyślałem tak zrobiłem:

- Michał, może by się obudzić wypadało?
- Tata, cicho!

I zakopał się głębiej pod kołdrą na następny kwadrans…

Comments 3 komentarzy »

Blady świt, gdzieś koło 9:00 rano. Junior otwiera oczy i pierwsze co, to ustala fakty:

- Mama gdzie?
- W pracy…
- Papa gdzie?
- W pracy…
- Edzi gdzie?
- W pracy…
- Papa-papa gdzie?
- W domu, w Chorzowie.
- Aha…

I tak co rano. Przeczytaj resztę wpisu »

Comments Brak komentarzy »

Przygotowując kilka słów „about me” na naszą nową mentaxową stronę zdałem sobie sprawę, że swój pierwszy program napisałem 20 lat temu. Ależ ten czas leci. Programem było coś w stylu Space Invaders, napisanego przy pomocy BASIC’a na komputerku Meritum I. Mieliśmy też LOGO, ale to jakoś mnie nie pociągało – BASIC był ciekawszy. A sama gra? Jeden poziom, szczątkowa grafika (a raczej pseudografika), ale za to jaka frajda, gdy okazało się, że komputer wykonuje moje polecenia! Co prawda opanowanie animacji kilku kwadratów na ekranie (w trybie tekstowym dodatkowo) zabrało mi ładnych kilka godzin podczas spotkań na „kółku komputerowym”, ale cóż – bakcyl pozostał do dziś.

Comments 3 komentarzy »

ja-nowy-600

Świat nabrał wyrazu i ostrości…

Comments 2 komentarzy »